Chwytaj noc z „Carpe Noctem”.

O Grabińskim, grozie i nie tylko z Michałem Budakiem,

zastępcą redaktora naczelnego Portalu „Carpe Noctem”

rozmawia Tomasz Pudłocki

Tomasz Pudłocki: Skąd pomysł na portal internetowy poświęcony szeroko pojętej grozie jako zjawisku w kulturze?

Michał Budak: Postaram się odpowiedzieć, mimo że dołączyłem do redakcji „na gotowe”, kiedy to Carpe Noctem od paru dobrych lat istniało, a nawet zdążyło już sobie wyrobić pewną markę. Na pomysł serwisu wpadli niespełna 10 lat temu Przemysław Romański i Tomasz Surowiecki, którzy zapragnęli podzielić się swoją fascynacją grozą z większym gronem odbiorców. Celem było popularyzowanie horroru, promowanie rodzimych twórców, a także dzielenie się swoimi wrażeniami, jakie wywierała na redakcji szeroko pojęta groza. Obecnie literatura ta staje się coraz popularniejsza i jej pozycja na rynku jest bardzo mocna, więc wydawać by się mogło, że jej popularyzowanie jest wyważaniem otwartych drzwi. W żadnym wypadku – ostatnie lata na przykładzie Campbella, Ketchuma czy Lee pokazały, jak wiele jeszcze w tej dziedzinie zostało do odkrycia.

T.P.: Skoro – jak mówisz – groza jest obecnie zjawiskiem coraz bardziej popularnym to z czego Twoim zdaniem to wynika? Da się wskazać jakieś specyficzne uwarunkowania mentalne naszego pokolenia z inklinacjami w tę lub inną stronę czy odpowiedź może być zupełnie inna?

M.B.: Jest to trudne pytanie i z pewnością nie można wskazać jednego czynnika determinującego to zjawisko. Na pewno niepośledni wpływ ma na to wzrost zainteresowania literaturą popularną w ogóle. Nie jest to w żadnym wypadku nowa tendencja, już na początku lat 90. zaobserwowano zwiększenie nacisku i oczekiwań na ludyczną funkcję literatury. Po kilku latach ten boom wyraźnie osłabł, ale obecnie ludzie nadal kupują na potęgę prozę rozrywkową. Stąd bierze się ogromna popularność kryminałów, romansów i fantasy, które zaliczane są do głównych gatunków literatury popularnej i na tym bez wątpienia korzysta też groza. Ważne są też elementy „pozaliterackie”, a mianowicie scjentyzm obecnych czasów. Kiedy na wszystko spogląda się przez pryzmat nauki i nie ma miejsca na zjawiska niewytłumaczalne, lukę po nich wypełnia właśnie literatura. Nieprzypadkowo Roger Caillois stwierdził, że fantastyka rozwijać się może tylko w społeczeństwach osiadłych na okrzepłym, stabilnym i „zdroworozsądkowym” światopoglądzie. Według mnie to dwa najważniejsze, ale oczywiście niejedyne czynniki mające wpływ na popularność grozy.

T.P: A jak na tym tle rysuje się znaczenie „Carpe Noctem”? Kto jest Waszym odbiorcą i czy da się odpowiedzieć na pytanie czy „CN” to portal niszowy lub odwrotnie – docieracie do szerokiego odbiorcy?

M.B.: W związku z tym, że literatura grozy zdobywa coraz więcej entuzjastów, nie możemy być niszowi, jakkolwiek kusząco – zwłaszcza, że ostatnimi czasy „niszowe” często utożsamiane jest z „elitarnym” – to brzmi. Chcemy być przede wszystkim portalem dla zaawansowanych fanów grozy, którzy wiedzą, co w trawie piszczy. Początkujący w tym temacie też oczywiście się odnajdą, ale nie ma co udawać – spora część naszych treści (jak choćby teksty o bizarro fiction czy recenzje zagranicznych książek) skierowana jest do osób, które mają w grozie już jakieś obycie.

T.P.: A skąd Stefan Grabiński na portalu? Czy twórca, bądź co bądź trochę niszowy, nie jest za bardzo anachroniczny dla dzisiejszego odbiorcy grozy?

M.B. Przyznam się bez bicia: długi czas Grabiński – mimo że część naszej redakcji fascynowała się nim prywatnie – nie pojawiał się na naszym portalu; wydawało się, że artykuły o nim nie będą miały siły przebicia, jeżeli jednocześnie pisze się u nas o takich komercyjnych gigantach, jak King czy Masterton. Na szczęście w ubiegłym roku pojawiło się kilka impulsów, dzięki którym otrząsnęliśmy się z malkontenctwa i wzięliśmy się ostro do roboty. Motywacyjne „kopy” dostaliśmy od wydawnictw Agharta, Kabort oraz Zysk i S-ka, które w krótkim czasie i niezależnie od siebie zaczęły odkurzać naszego klasyka. Pomyśleliśmy wtedy – to jest ten moment! Ruszyliśmy pełną parą z cyklem artykułów o twórczości Grabińskiego zatytułowanym „Podróże z Grabińskim”, zaczęliśmy recenzować jego utwory i reklamować różne happeningi z nim związane. Co jakiś czas wrzucaliśmy coraz to nowe teksty o nim i w końcu – nie wiadomo kiedy – Grabiński stał się najpopularniejszym pisarzem na naszym portalu! Nie mogłem się nacieszyć, kiedy na liście tagów pisarzy nasz polski Poe wskoczył na pierwsze miejsce. Co ważniejsze, nasze starania spotykają się z ciepłym przyjęciem naszych czytelników: to właśnie informacje o Grabińskim cieszą się największym zainteresowaniem. Z perspektywy czasu pozostaje jedynie się wstydzić za to, że tak późno się za to zabraliśmy. Na szczęście dzięki zaangażowaniu się w „Rok Grabińskiego”, mamy okazję naprawić to zaniedbanie z dużą nawiązką.

T.P.: Wiem, że poza portalem zajmujesz się Grabińskim też naukowo? Czy mógłbyś podzielić się z czytelnikami NP, dlaczego Grabiński – Twoim zdaniem – może być interesującym autorem dla współczesnego odbiorcy literatury i to w okresie, gdy rekordy popularności biją tacy twórcy jak: Coelho, Masłowska czy Cortazar?

M.B.: Cóż, ciężko odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ zupełnie nie rozumiem, dlaczego rekordy popularności biją Coelho czy Masłowska. Odstawiając jednak złośliwości na bok, Grabiński może być interesujący przede wszystkim dlatego, że oferuje absolutnie niezwykły typ grozy – w dzisiejszych czasach w tej literaturze dominują dwie tendencje: pierwsza nastawiona jest na straszenie flakami, krwią i mózgiem rozbryzgniętym na ścianie, druga natomiast skupia się na odkrywaniu tego, co w naturze ludzkiej najgorsze i najbardziej przerażające. Wszelkie inne typy grozy spychane są na peryferia i tu właśnie doszukiwałbym się szansy dla Grabińskiego – jego proza jest doskonałą alternatywą. Mimo tego (a może właśnie dlatego?), że jest to literatura sprzed dobrych kilku dekad, to obliczu tej „dwuwładzy” na terenie grozy stanowi ona doskonały powiew świeżości, którego szuka coraz więcej czytelników.

T.P.: A da się w ogóle wyodrębnić jakąś specyfikę Grabińskiego? Coś, po czym najłatwiej poznać jego pisarstwo?

M.B.: Bez wątpienia język. Mimo że Grabiński sporą część swoich tekstów napisał w dwudziestoleciu międzywojennym, to nie wyzbył się modernistycznej maniery. Co ciekawe, nie był to styl przeznaczony jedynie dla twórczości literackiej: jego teksty teoretyczne czy analityczne również napisane zostały w ten sposób: poetycki, patetyczny i natchniony. Znajdą się zapewne osoby, które na taki język będą kręcić nosem, jednak w dużej mierze dzięki niemu proza Grabińskiego uderza w czytelnika tak zdecydowanie: ta podniosłość stylu niezwykle wyraźnie uwydatnia tajemniczość i niesamowitość tej literatury. Ciężko sobie wyobrazić sytuację, w której pisarz do opisywania rzeczy niezwykłych i niewytłumaczalnych używa języka bezbarwnego, szarego i nijakiego.

T.P.: Czy uważasz, że Grabiński w sposób szczególny powinien być czytany w Przemyślu i we Lwowie, a więc przez mieszkańców tych miast, z którymi był najbardziej związany, czy też świadomość miejsca w jego pisarstwie nie ma znaczenia? No, właśnie… to pytanie raczej o prowincjonalność Grabińskiego czy też raczej jego uniwersalność – i w czasach mu współczesnych i obecnych.

M.B:  Grabiński bez wątpienia jest uniwersalny. Tematyka jego dzieł, czyli odkrywanie tajemnicy bytu, eksplorowanie psychiki ludzkiej czy badanie sił dobra i zła skierowana jest nie do przemyślanina czy nawet Polaka, ale do „człowieka ogólnie”, że tak brzydko się wyrażę. Dzięki temu zdobywa on coraz większą popularność, również za granicą – w tym roku obszerny wybór jego utworów wydany zostanie w Czechach. Powiem więc przekornie: właśnie dlatego, że Grabiński jest tak uniwersalny, powinien być szczególnie czytany w wymienionych przez Ciebie miastach. Po co? Żeby ich mieszkańcy nie dali się zaskoczyć, kiedy tłumy fanów przyjadą tam, aby dowiedzieć się czegoś więcej o naszym klasyku. Jestem jednak pewien, że to poznawanie Grabińskiego będzie dla nich wyjątkowo przyjemną „powinnością”.

T.P.: Pozostaje mi zachęcić Czytelników NP do sięgania po utwory Grabińskiego i zaglądania na strony „Carpe Noctem” – które nota bene bardzo łatwo „namierzyć” w Internecie. A wszystkich niezdecydowanych zachęcam do brania udziału w różnych odsłonach Festiwalu 3 G „GRoza, GRoteska, GRabiński”, które odbywają się nie tylko nad Sanem.

Druk: „Nasz Przemyśl” 2012 nr 2 (89), s. 26–27.

Reklamy