POWRÓT GRABIŃSKIEGO

Słów kilka o nowych zbiorach opowiadań pisarza

      Stefan Grabiński należy do najwybitniejszych twórców polskiej prozy fantastycznej, którego sława dawno już wykroczyła poza granice kraju. Tym większą dumą winien napawać nas fakt, iż w latach 1917-1921 pisarz mieszkał w Przemyślu. A choć najmocniej związany był ze Lwowem, pobyt w grodzie nad Sanem okazał się dlań bardzo owocny. Tutaj bowiem powstała większość opowiadań ze słynnego Demona ruchu,poprzedzonych zresztą wielodniowymi obserwacjami na przemyskim dworcu. Tu też, pod wpływem rozmów z Janem Kwolkiem, a zwłaszcza podsuwanych przezeń Grabińskiemu lektur, zrodziły się pomysły Muzeum dusz czyśćcowych Projekcji. W Przemyślu wreszcie opublikował pierwszy swój dramat, Ciemne siły, oraz (rzecz wyjątkowa w jego dorobku!) aforyzmy.

12 listopada wypadnie 75. rocznica śmierci pisarza. W roku przyszłym obchodzić będziemy z kolei 125. jubileusz jego urodzin. Być może też w związku z tym nastąpił ostatnio prawdziwy „wysyp” wznowień utworów fantasty. Kilka rzadszych opowiadań ukazało się w antologiach: Maska śmierci (2010) i Demony perwersji (2011)We wrześniu bieżącego roku krakowskie wydawnictwo „Agharta” dokonało reedycji, niewznawianej od 1928 r., powieści Klasztor i morze. W formie cyfrowej przypomniano Szalonego pątnika iKsięgę ognia. Ukazały się również dwa szersze wybory opowiadań pisarza, które zamierzam tutaj pokrótce omówić.

We wrześniu, po hucznych zapowiedziach, na półki księgarskie trafiła nowa, wzbogacona edycja Demona ruchu (S. Grabiński, Demon ruchu i inne opowiadania, red. T. Zysk, wyd. „Zysk i S-ka”, Poznań 2011, ss. 542). Jest to już trzecie na rynku krajowym wznowienie owego cyklu (dwa wydania miały miejsce za życia pisarza, w latach 1919 i 1922; kolejne w 1999 r. przygotowali Paweł Dunin-Wąsowicz i Krzysztof Varga). Książka pod względem edytorskim może imponować. Niestety, w efektownej oprawie zaserwowano czytelnikom przysłowiowe „odgrzewane kotlety”.

Zbiór, prócz 10 opowiadań wyselekcjonowanych (!) z drugiego wydania Demona ruchu (pierwsze – dla przypomnienia – było nieco uboższe), zawiera dodatkowo: Przypadek, Problemat Czelawy, Saturnin Sektor, Kochankę Szamoty, Projekcje, W domu SaryCzadSzaloną zagrodęCzerwoną MagdęBiałego wyraka,PożarowiskoGebrówMuzeum dusz czyśćcowych, Płomienne gody i Zemstę żywiołaków. Opublikowano więc po raz kolejny utwory ze ścisłego kanonu, doskonale znane już czytelnikom z obszernych wyborów:Niesamowite opowieści (Kraków 1975) i Nowele (Kraków 1980). Źródeł pochodzenia tekstów nie podano, jednakże fakt, iż Szaloną zagrodę wydrukowano tutaj w wersji identycznie skróconej (!) jak w wyborze z 1975 r., zaś przypisy objaśniające pod względem treści pokrywają się niemal całkowicie ze swymi odpowiednikami w Nowelach (por. np. Gebrowie, Muzeum dusz czyśćcowych), nasuwa przypuszczenie, że bazowano wyłącznie na wznowieniach powojennych, nie sięgając do oryginalnych tomików. Co więcej, sam cykl tytułowy zubożony został o Wiecznego pasażera i W przedziale, które z niejasnych przyczyn zostały pominięte. Nie wytrzymuje więc książka niniejsza porównania z poprzednią edycją Demona ruchu(Warszawa 1999), nie tylko pełną, ale nawet wzbogaconą pokrewnymi tematycznie Engramami Szatery.

Od wyboru „Zysku i S-ki” oczekiwać należało, iż jego autorzy pójdą tym samym tropem i rozszerzą Demona ruchu w pierwszym rzędzie o inne „opowiadania kolejowe”. Logiczne posunięcie stanowiłoby zwłaszcza włączenie doń Przypowieści o krecie tunelowym (opowiadanie w 1926 r. publikowane było na łamach „Polonii”), która – zgodnie z podtytułem – stanowi epilog cyklu i pewnikiem weszłaby do trzeciego wydaniaDemona ruchu, gdyby takie za życia pisarza się ukazało. Tymczasem dodane utwory, oprócz tego, że dobrze znane są czytelnikowi, tematycznie nie mają (poza jednym tylko Przypadkiem) z koleją związku.

Przypomnieć należy tutaj, iż kilkanaście niepublikowanych po wojnie opowiadań Grabińskiego nadal oczekuje na wznowienie. W znacznej części są to utwory rozproszone na łamach czasopism, trudno dostępne dla szerszych kręgów czytelniczych. W przybliżeniu tego wycinka spuścizny pisarza leży dziś główne zadanie wydawców. Wznawianie wyłącznie opowiadań kanonicznych wydaje się zbędne, choć być może przyczyni się do popularyzacji Grabińskiego wśród tych czytelników, którzy dotąd nie mieli z twórczością pisarza styczności.

Znacznie ciekawiej pod względem zawartości prezentuje się druga z omawianych książek (S. Grabiński, J. Huskowski, Tragedia na wieży. Opowieści nadzwyczajne, oprac. S. Żuławski, wyd. „Agharta”, Kraków 2011, ss. 98), która na rynek trafiła jeszcze w maju. Obok 8 utworów interesującego nas pisarza (Wampir, Cień, Na Wzgórzu Róż, Kruk, Pirotechnik, Zielone świątki, Zmora, Strych) zawiera ona 7 opowiadań z dorobku Jana Huskowskiego; tymi wszakże nie będziemy się zajmować. Teksty Grabińskiego przedrukowano z 5 autorskich tomików: Z wyjątków. W pomrokach wiary (1909), Na Wzgórzu Róż (1918), Szalony pątnik (1920),Księga ognia (1922) i Namiętność (1930). Przy wyborze nie uwzględniono natomiast, dobrze przyswojonych przez współczesnego czytelnika, nowel ze zbiorów: Demon ruchu (1919) i Niesamowita opowieść (1922).    

Zgodnie z wydrukowaną na okładce informacją, Tragedia na wieży spełniać miała funkcję komplementarną względem powojennych wyborów nowel Grabińskiego, a jednocześnie dawać „przekrój przez jego twórczość”, obrazujący „jej rozwój i różnorodność”. Założeń tych jednak nie zrealizowano konsekwentnie. Pominięto bowiem Puszczyka, Klątwę i Pomstę ziemi z debiutanckiego zbioru opowiadań, co skądinąd uzasadnić można niewysokim poziomem owych pierwszych prób literackich młodego pisarza. Trudniej natomiast umotywować, dlaczego w przypadku tomiku ostatniego wybór ograniczył się do Strychu i Zmory, nie obejmując Pojednania. Z tym też wiąże się kolejne odstępstwo od przyjętych założeń. Jako że oba wyselekcjonowane z Namiętności utwory powstały jeszcze przed 1920 r., dawać może Tragedia na wieży co najwyżej namiastkę twórczości nowelistycznej pisarza do roku 1922. Nie ukazuje natomiast dalszej jej ewolucji, która u progu lat 30. zaznaczyła się stopniowym odchodzeniem od fantastyki w stronę prozy realistycznej.

Część opowiadań (Na Wzgórzu Róż, Cień, Pirotechnik, Zmora) została już zresztą wcześniej wznowiona na łamach „Feniksa” i „Lampy”, zaś tomiki: Z wyjątków. W pomrokach wiary Na Wzgórzu Róż są ogólnie dostępne w bibliotekach cyfrowych. Tragedia na wieży w większości nie przynosi więc materiału nieznanego dociekliwemu czytelnikowi. Przyjęte kryterium wyboru negatywnie odbiło się przy tym na jego poziomie. Nieprzypadkowo wszak składające się nań nowele były dotąd w prestiżowych wydawnictwach konsekwentnie pomijane. Część przecież (Wampir, CieńZielone świątki) należy do słabszych utworów pisarza, zaś o Krukuon sam wyrażał się niepochlebnie. Wybór dokonany przez Stanisława Żuławskiego prezentuje zatem twórczość Grabińskiego od nienajlepszej strony. Mimo jednak powyższych zastrzeżeń, Tragedię na wieżyuznać należy za dokonanie na niwie popularyzacji spuścizny pisarza znaczące.

Niestety, od strony redakcyjnej przedstawia się ona nad wyraz niekorzystnie. Już przy jej pierwszym przewertowaniu zauważyłem 74 (!) błędy, zaś ich ilość na jednej stronie sięga niekiedy pięciu. Trudno wręcz oprzeć się wrażeniu, iż opracowanie ograniczono tutaj do absolutnego minimum, zaś korekty wcale nie wykonano. W rezultacie, obok błędów wynikających z niedostosowania pisowni do współczesnych standardów, np. „z poza” (s. 22, 98), „z pod” (s. 45, 50, 75, 83), „ponsowe” (s. 50, 51), nazwa „Żydzi” kilkakrotnie napisana z małej litery (s. 60, 62), pojawiają się nowe, powstałe zapewne w procesie skanowania tekstów do edytora, np. „tv rży” zamiast „twarzy” (s. 15), „bez stówa” zamiast „bez słowa” (s. 52), „u boku mażą” zamiast „u boku męża” (s. 53), „byt to dorn” zamiast „był to dom” (s. 60), „krwi w żytach” zamiast „krwi w żyłach” (s. 84), „pod cię żarem” zamiast „pod ciężarem” (s. 93). Przykłady licznych w książce literówek i błędów interpunkcyjnych pominę.

Nieuważne opracowanie najlepiej widać na przykładzie Strychu. W wydaniu oryginalnym (tom Namiętność) opowiadanie skażone jest wadą zecerską, polegającą na przemieszaniu i częściowym powtórzeniu zawartości dwóch akapitów oraz braku niewielkiego fragmentu tekstu. Redaktor wznowienia winien przeto uporządkować powstały w ten sposób bałagan, albo – jeśli uznałby za stosowne mankament ów pozostawić bez zmian – odpowiednie wyjaśnienie podać w przypisie. Tu wszelako nie uczyniono żadnej z tych rzeczy, skutkiem czego mniej uważny czytelnik odnieść może wrażenie, iż nonsensy w rodzaju: „po lewej chwili” albo „stronie odezzienia sieni szczupły szesnastoletni chłopak” (s. 74) wynikają z niechlujstwa pisarza.

Zarówno Demon ruchu i inne opowiadania, jak i Tragedia na wieży przynoszą więc rozczarowanie. Pierwszą polecić można jedynie czytelnikom nieznającym twórczości pisarza, choć dla zapoznania się z dziełem Grabińskiego stosowniejszą lekturą będzie któryś z dawniejszych, bardziej reprezentatywnych wyborów. Walorem Tragedii na wieży jest natomiast koncentracja niewznawianych na szerszą skalę opowiadań z tomików przedwojennych, tyle że nie stanowi ona na tym polu dopełnienia wyczerpującego. Wypada mieć jednak nadzieję, iż książki niniejsze będą zaczątkiem szerszego zainteresowania wydawców spuścizną pisarza i w niedalekiej przyszłości doczekamy się kolejnych, znacznie ciekawszych wyborów, a być może nawet kompletnego zbioru nowel Stefana Grabińskiego.

KRZYSZTOF BORTNIK

Pierwodruk: „Nasz Przemyśl” 2011, nr 11, s. 30-31.